sobota, 22 czerwca 2019

Dla miłośniczki jednorożców

Czy można pokochać jednorożce ?
Oczywiście, że tak ! 
Maleńka karteczka o wymiarach 10x10 cm, powstała z okazji
urodzin dla miłośniczki tych mitycznych stworzeń.
W średniowieczu wierzono, że róg jednorożca i jego łzy
mają magiczną moc oczyszczania wszystkiego, czego dotkną
oraz są lekiem na wszelkie choroby.
W sztuce renesansu jednorożec był symbolem czystości i niewinności.







wtorek, 18 czerwca 2019

Witaj Maleństwo !

Karteczkę z okazji narodzin dziewczynki
zrobiłam na zamówienie.
Kartka nie ma zbyt wielu wypukłych warstw, aby mogła 
łatwo zmieścić się w kopercie.







czwartek, 13 czerwca 2019

Celebując życie, czyli niezwykłe spotkania

Odnoszę nieodparte wrażenie, że podczas 
urlopu, który spędziliśmy w okolicach Krakowa,
tak naprawdę niewiele udało się nam zwiedzić,
a jednak nie żal mi tego wcale.
 Spędziliśmy ten czas w przepięknym miejscu, otoczeni opieką naszych miłych gospodarzy, którzy każdego dnia troszczyli się o nas i martwili, 
pytając: czy nie zmarzliśmy, czy wszystko u nas w porządku oraz
czy chłodny i deszczowy maj zbytnio nam nie dokuczył ?




Gościliśmy w zacisznym miejscu, w niewielkiej miejscowości o nazwie Grodzisko,
położonej w pobliżu miasta Skała, oddalonego o 20 km od Krakowa.
To doskonała baza wypadowa do wszystkich okolicznych zamków na terenie 
Jury Krakowsko-Częstochowskiej i nie tylko.

W pobliżu znajdował się niewielki kościółek
Najświętszej Marii Panny oraz Pustelnia Błogosławionej Salomei.
Dotarliśmy do tego miejsca spacerując leśną ścieżką.
Gdy podczas podróży natrafiam na średniowieczne pustelnie, 
za każdym razem zastanawiam się nad tym jakie silne to musiało być 
powołanie do życia w samotności i zamknięciu.
Zawsze staram się poznać historię pustelników i świętych.








W 1228 roku powstał tutaj gród obronny, zbudowany przez księcia śląskiego Henryka Brodatego, który nieco później, w czasie walk o tron krakowski, 
został zniszczony przez Konrada Mazowieckiego.
Około 1257 roku Bolesław Wstydliwy oddał Grodzisko w ręce 
 Zakonu Świętej Klary, którego przełożoną była jego siostra Salomea.

Salomea urodziła się w 1211 lub 1212 roku na Wawelu, jako córka księcia małopolskiego Leszka Białego i księżniczki Grzymisławy Rurykowicz. Została ochrzczona przez biskupa krakowskiego Wincentego Kadłubka, słynnego kronikarza dziejów Polski.
Początkowo rodzice zamierzali przeznaczyć ją do życia konsekrowanego, 
ale pod wpływem sytuacji politycznej zmienili zdanie. Jako kilkuletnia dziewczynka została zaręczona z 11-letnim królem halickim Kolomanem. 
W 1221 roku młoda para opuściła Halicz na skutek najazdu koalicji wojsk ruskich.
W 1225 roku związek małżeński został uroczyście potwierdzony oraz zawarto porozumienie odnośnie ślubu czystości Salomei, który był gwarantem jej dziewictwa. Salomea prowadziła wówczas życie pełne umartwień, poświęcone modlitwie, nocnym czuwaniom i praktykom postnym. 
W 1226 roku król Węgier Andrzej II mianował Kolomana jako rządcę dzisiejszej Słowenii i Chorwacji. Młodzi zajęli się działalnością misyjną, sprowadzając tam zgromadzenia zakonne i budując liczne kościoły.
W 1241 roku na skutek ran odniesionych na polu bitwy zmarł Koloman.
W maju 1243 roku Salomea przybyła do Krakowa i wstąpiła do zakonu 
Świętej Klary, poświęcając się życiu duchowemu. 
Po obłóczynach Salomea przebywała w Sandomierzu na dworze swego brata, Bolesława Wstydliwego. Następnie Bolesław ufundował klasztor żeński w Zawichoście, sprowadzając klaryski z Pragi i umieszczając tam swoją siostrę.
W 1257 roku klaryski przeniosły się do klasztoru w Grodzisku, gdzie Salomea pełniła funkcję przełożonej.
Jak głosi legenda, błogosławiona Salomea ostatnie  
osiem lat życia spędziła w stojącej na uboczu klasztoru skromnej pustelni.
Latem 30 sierpnia 1268 roku w obecności Bolesława Wstydliwego i biskupa krakowskiego Pawła z Przemankowa spisała swój testament, przekazując na jego mocy wszystkie dobra i ruchomości na rzecz konwentu sióstr klarysek, natomiast krzyże, kielichy, szaty i obrazy przekazała na rzecz swojej imienniczki i krewnej Salomei, która była skalską klaryską.
Zmarła w opinii świętości 17 listopada 1268 roku. Jej grób znajduje się w bazylice Franciszkanów w Krakowie. Została beatyfikowana 17 maja 1672 roku przez papieża Klemensa X.

Między kościołem a grotami modlitewnymi stoi posąg
w kształcie słonia z obeliskiem na grzbiecie. Został on wzniesiony w 1687 roku na cześć zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Całość wykonana jest z jednego bloku kamiennego. Jego pierwowzorem był obelisk znajdujący się przed bazyliką Najświętszej Marii Panny powyżej Minerwy w Rzymie. Obelisk zwieńczony jest rzeźbą Matki Boskiej, a na jego boku widnieje napis: Onus meum leve, co oznacza: "ciężar mój jest lekki".

Miejsce, w którym znajduje się kościół i pustelnia
położone jest na wzgórzu, pośród lasu. To miejsce zaciszne,
 otoczone starymi drzewami i skłaniające do przemyśleń.






To miejsce - choć skromne, wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Drugim niezwykle ważnym punktem naszej podróży było - jak się później okazało - spotkanie z moją blogową bratnią duszą, Tynką.

Podczas naszego tygodniowego pobytu na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej codziennie kontaktowałam się z Tynką,
a Ona podpowiadała nam co warto zwiedzić i podsyłała informacje pogodowe. Czułam się zaopiekowana, bo wiedziałam, że w pobliżu jest ktoś, kto o nas myśli.
Codziennie zapraszała nas do siebie, ale ciągle przekładaliśmy
 termin naszego spotkania, bo byliśmy wyczerpani zwiedzaniem.
Na dzień przed naszym wyjazdem udało nam się w końcu dotrzeć
 do domu Justynki, oddalonego zaledwie 8 km od naszej bazy noclegowej.

Pamiętam, że na początku byłam trochę skrępowana.
To chyba taki mój odruch obronny i strach przed nieznanym,
który w tym przypadku szybko mnie opuścił, bo w domu Tynki
poczułam się jak u siebie. Zostaliśmy przyjęci z otwartymi ramionami.
Okazało się, że mimo różnicy wieku wiele nas łączy: zamiłowanie do spokojnego, wiejskiego życia w otoczeniu natury, pasja do rękodzieła i staroci 
oraz remont starego domu.
Justynka to silna, odpowiedzialna, inteligentna, skromna oraz niezwykle 
troskliwa i rodzinna dziewczyna z "sercem na dłoni".
Poznaliśmy męża Justynki i dzieci: Antosia i Jadzię
oraz zwierzęta gospodarskie - imion nie pamiętam :) 

Przy herbacie i pysznym, domowym cieście fajnie nam się rozmawiało...
i tego najbardziej mi teraz brakuje i już za Wami tęsknię, kochani !
Za mało, za krótko...
Najwyraźniej musiałam być nieco onieśmielona i w lekkim szoku, bo nie zrobiłyśmy sobie nawet wspólnego zdjęcia ( ? ).
Pstryknęłam tylko "na szybko" kilka fot w zagrodzie - ot i cała pamiątka !






Na koniec wpadłam w kompletne osłupienie, bo nie spodziewając się tego, zostaliśmy obdarowani wyrobami rękodzielniczymi i przetworami Justynki. 
Dzięki kochana za okazane serce !!!



Na zakończenie tego posta chciałam powiedzieć Wszystkim,
by nie rezygnowali z marzeń.
Spotykajcie się ludźmi i jeśli macie pragnienie, by odwiedzić
jakieś miejsca to po prostu dążcie do realizacji tych pragnień,
bo one są drogą do Waszego szczęścia.


czwartek, 6 czerwca 2019

Zapraszam do tańca - kartka ślubna

Kartka ślubna...
Para Młoda jakby zastygła w tańcu, bo małżeństwo to taki taniec
przez całe życie.
Pan Młody przyprószony drobinkami brokatu,
a Panna Młoda w delikatnej jak mgiełka sukience.










niedziela, 2 czerwca 2019

Na początku był człowiek...

Z mojego ostatniego urlopu przywiozłam cztery książki,
a przecież postanowiłam, że nie będę wchodzić do księgarni...
i nie wchodziłam !
Jak to się stało, że zostałam szczęśliwą posiadaczką tych książek ?


To długa historia. Mój urlop majowy to podróż i spotkania z ludźmi, 
których dotąd nie znałam. Właściwie to niektórych
znałam z wirtualnego świata, ale nigdy wcześniej 
nie spotkaliśmy się w realu.
Najpierw były więc spotkania z ludźmi - interesujące, wielce budujące i zapadające w pamięć, ale zacznę od początku.

Zapisałam się na warsztaty wokalne w Laboratorium Głosu
u Olgi Szwajgier. Rozemocjonowana pojechałam do Krakowa, 
pokonując samochodem 700 km, myśląc, że teraz to dopiero będę śpiewała !
Jak się później okazało, warsztaty ze śpiewaniem nie miały zbyt 
wiele wspólnego, a sama prowadząca to niezwykle charyzmatyczna i pozytywnie zakręcona osoba, która w dość oryginalny sposób głosi 
skądinąd znane mi prawdy życiowe:
" Nie bój się, nie lękaj.
Bądź sobą, ale nie niszcz siebie !
Żyj ! Żyj, nie stresuj się i poczuj się dobrze w tym życiu."

Ja ze zwykłą - niezwykłą Olgą.

Chociaż warsztaty nie do końca spełniły moje oczekiwania,
to potwierdziły moje przekonanie, że wszystko,
co dzieje się w naszym życiu - dzieje się po coś i nie jest dziełem przypadku.
Tak właśnie się stało, bo na zajęciach poznałam kilka niezwykłych osób, 
a jedną z nich była Małgosia Rosiewicz.
Wiele rozmawiałyśmy w czasie przerw na posiłek i poczułam,
jakbyśmy znały się od dawna. Małgosia opowiadała o swoich marzeniach 
i w końcu wyszło na jaw, że napisała i wydała książkę.
W książce pt. "Nadzieja" opisuje to, co Jej się przydarzyło oraz 
na podstawie własnego doświadczenia życiowego udziela
wskazówek: jak dawać sobie radę w życiu, jak nie przegapić swojej życiowej szansy oraz jak odnaleźć w sobie talent i nie zmarnować go.
Małgosia to ciepła, wrażliwa na piękno i krzywdę ludzką osoba.
Namówiłam Ją, by na następne zajęcia przyniosła swoją książkę
i tak oto stałam się posiadaczką tejże.

Tu z przesympatyczną Małgosią Rosiewicz.

W kolejnym dniu mojego urlopu odwiedziłam znaną w blogowym świecie poetkę Gabrysię Kotas i jak się zapewne domyślacie
posiedziałam razem z Nią na ławeczce.
To była "Anielska ławeczka". Stąd kolejna książka w moich rękach.
Dziękuję Gabrysiu :)


Kraków przywitał nas deszczem. Brrr… zimno i mokro, 
a mnie się zachciało w taką pogodę zwiedzać Krakowski Kazimierz.
W Starej Synagodze dojrzałam w sklepiku z pamiątkami
"Dziennik Anne Frank", którego poszukiwałam od momentu,
gdy obejrzałam film dokumentalny o Annie. Bardzo ujęła mnie
postać 13-letniej żydowskiej dziewczynki, która opisała swoje  
wojenne przeżycia w pamiętniku.
Będąc w zeszłym roku w Holandii w Utrechcie zatrzymałam się dłużej 
przy pomniku Anne Frank, pod którym codziennie są świeże kwiaty.


Następnie w Klasztorze Ojców Benedyktynów w Tyńcu
wpadła mi w oko książka pt. "Wyjście w nieznane. Medytacje".
Autora tej książki nie znam, ale temat jest dla mnie interesujący, 
dlatego musiałam ją mieć.
Teraz już wiecie, że jak sobie obiecam: nie wchodzić do księgarni
to obietnicy dotrzymuję - nie wchodzę i już !