wtorek, 8 marca 2016

W ciemności, czyli z prądem nie ma żartów

Jest cudnie i wiosna już powoli odkrywa swoje piękno. Natomiast my znaleźliśmy się w dość dziwnej sytuacji - zawieszeni w czasie, zatrzymani w nicości.
Wieczorem, gdy wszyscy już wróciliśmy ze swoich codziennych zajęć, by odpocząć po całym dniu w ciepełku, z kubkiem gorącej herbaty i z kotem na kolanach,  nagle nastąpiło zwarcie 
w instalacji elektrycznej i wizja miłego wieczoru prysła wraz 
z ostatnim blaskiem żarówki.  
Mąż sprawdził gniazdka i bezpieczniki w świetle latarki, ale nie znalazł przyczyny. Siedzimy w całkowitych ciemnościach starego domu. Jest godzina 21.00 . Nie wiadomo o czym myśleć ? Powoli zapalam świece. Prądu wciąż nie ma... Po zgłoszeniu awarii okazuje się, że pogotowie energetyczne nie jest w stanie nam pomóc.  Czekamy na elektryka. Jest prawie noc - minuty dłużą się jak godziny...czekamy...


Kotka wywęszyła mysz w wąskiej szparze między ścianą a biblioteczką. Drapie, próbuje dostać się do niej łapką, mówi coś po "kociemu' i nie odpuszcza. Zaglądamy w szparę, świecąc latarką i rzeczywiście widzimy małe stworzonko zatrzymane w bezruchu...
Nasze koty: Berni i Kajtek wkraczają do akcji - i mysz zostaje złapana.
Zapalam kolejne świeczki i czekamy... czekamy... czekamy...... aż wreszcie przyjeżdża pan elektryk i pani elektryczka. Po rozgrzebaniu nowego ( dziś założonego ! ) licznika i części przewodów pada diagnoza - przepalone kable i brak tzw. " zera". Jestem w szoku !!!
Godzina 22.30 - dziś już prądu nie będzie. Myjemy się w resztkach ciepłej wody przy świetle świec i idziemy spać. 
Z trudem zasypiam.



Ranek wita nas mgłami. Mąż i syn pojechali do pracy i szkoły. Pustkowie i cisza. 
Po nakarmieniu zwierzyńca, sprawdzam czy w odłożonym na długi czas pudle gitary nie zalęgły się myszy. Gra muzyka !!! Tylko moje palce trochę zesztywniały z zimna.
Po godzinie 10.00 pojawiają się elektrycy. Mierzą przed domem ile będzie potrzeba przewodów i odjeżdżają po to, by za dwie godziny ponownie przyjechać i rozprawić się z prądem.
Pan elektryk mieszka 8 km od nas i jest pasjonatem swojej pracy. Przegląda każdy kabelek dokładnie, przekłada, dodaje bezpieczniki i diodę. A najważniejsze jest to, że przenosi licznik z domu do skrzynki przy drodze oraz odcina linię napowietrzną, której koniec znajduje się na samym środku naszego dachu. To właśnie tamtędy po maszcie ( sztycy ) kapała woda i wilgotniały przewody. 
Jest godzina 17.00 - nareszcie popłynął prąd !!! Możemy już czuć się bezpiecznie.
A miałam tyle planów na ten dzień - pranie, prasowanie - ech , nieważne ! Teraz szybko rozpalam w piecu, by zdążyć nagrzać przed nocą.
Pozdrawiam Was z mojego pustkowia !!!

29 komentarzy:

  1. A ja ściskam Cię z Rymania :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ale w sumie to było nastrojowo :) Prawda? Pozdrawiam cieplutko. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastrojowo było, ale też trzymało nas w niepewności, co będzie dalej i jak długo to potrwa. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Nie ma tak zle,zeby gorzej byc nie mogło...to tylko brak pradu...prawie jak przygoda...czy ja nie bredzę...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście to nie był "tylko" brak prądu. Całe szczęście, że to się stało, gdy byliśmy w domu i nie spaliśmy. Elektryk powiedział, że mógł się spalić cały dom, bo kable były nadpalone.

      Usuń
  4. Powoli już się przyzwyczajasz do takich niedogodności, jak czytam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, też tak czuję. Powoli się hartuję. Pozdrawiam :))

      Usuń
  5. Oj, takie awarie mogą wprowadzać "dyskomfort".. Ale najważniejsze, że problem znaleziony i zlikwidowany:) Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anex:)Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

      Usuń
  6. Co za przygody, bedzie kiedyś co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, będzie , będzie !!! Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. W takiej sytuacji zawsze się zastanawiam, jak trudne było życie w dawnych czasach, przed wynalezieniem elektryczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiałam. W odległych czasach to życie było po prostu inne. My jesteśmy przyzwyczajeni , że wiele rzeczy jest na prąd. Nie szanujemy tego, bo to nasza codzienność i nie uważamy tego za jakiś dobrobyt. Wstajemy i włączamy światło, radio, tv.Dawniej nie było tych udogodnień i ludzie żyli inaczej, nie mając świadomości, że mogłoby być lepiej. Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Miałaś namiastkę dawnych czasów;) U nas przewody są zrobione na tip top bo tata się na tym zna i sam wszystko zrobił. Ale co z tego jak energetyka co i rusz prąd wyłącza. Nawet trzeba było specjalne zabezpieczenie na piec założyć. Przez to załączanie prądu już jeden monitor mi szlag trafił. Dobrze, że macie zrobiony porządek z przewodami bo stara instalacja może być bardzo niebezpieczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że macie porządnie zrobioną instalację. Możecie spać spokojnie i czuć się bezpiecznie. Ja też już jestem spokojniejsza. Ściskam :)

      Usuń
  9. Niemiła historia, ale dobrze się skończyła, więc jest dobrze i raczej nie powtórzy się w przyszłości, skoro wszystko zostało porządnie naprawione przez fachowców:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas też często nie ma prądu, kable biegną przez las i wystarczy mokry śnieg lub wichura...Mysz tez ostatnio była w...wannie. Dobrze ze to mnie nie chciało się siku w nocy tylko mężowi. Mogłaby zejść na zawał - mysz od mojego pisku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi hi hi !!! Ja się boję myszy, ale dobrze, że mamy koty. Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Awaria prądu kojarzy mi się z zimnem bo mam ogrzewanie na prąd i jest tragedia jak go zabraknie i tak sobie myślę,że na szczęście ciepło miałaś :-D o i lampion pięknie mógł się zaprezentować, też miło :-D na pracę zawsze będzie czas ;-)pozdrawiam :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Marzenko, muszę Ci wyjaśnić, że właśnie było zimno, bo żeby woda nagrzana przez piec popłynęła w grzejnikach i rurach potrzebna jest pompa, która działa na prąd.W związku z tym, że prądu nie było - pompa nie działała. Ale takie zimno to dla mnie "pestka" w porównaniu z tym, co przeżyliśmy w środku zimy, gdy zamarzły nam rury.Powoli przestawiam się na te trudne warunki. Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ojej, to współczuje, jednak duży problem miałaś. No tak trzeba być przygotowanym duchowo na takie trudności, ale tych dobrych sytuacji mieszkania w domu, blisko przyrody to Ci jednak zazdroszczę :-D Oby do wiosny radosnej ! :-D

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudny nastrój - a tak z ziemska to lodówka w tym momencie jest moim największym zmartwieniem ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  14. W takich chwilach powracam myślami do moich dziadków i ich opowieści o lampach naftowych itp.My już inaczej żyjemy i myślimy,a każde takie doświadczenie awarii elektryczności pokazuje jak trudno dać sobie radę bez tych wszystkich urządzeń ułatwiających nam życie.Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Lucy, kiedyś ludzie żyli inaczej. A my już przyzwyczailiśmy się do pewnych standardów czy wygód. Nagły ich brak powoduje dyskomfort, niepokój, a czasem zdenerwowanie. Nie umiemy przecież żyć bez lodówki lub ciepłej wody. Pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Można powiedzieć, że mieliście bardzo romantycznie :).

    Dobrze, że w miarę sprawnie elektryk wszystko Wam naprawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo !!! tak !!! Mieliśmy szczęście, że trafił nam się naprawdę bardzo dobry elektryk. Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. W mojej wiosce prąd był obecny, gdy byłam w kl 3. szkoły podstawowej. !0 lat życia spędziłam w innej epoce!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! :)
    Było nastrojowo ;)

    OdpowiedzUsuń

Za każdy komentarz bardzo dziękuję :)))