Dawno nie byłam z tu z Wami...
Mój komputer w naprawie, a teraz dorwałam się gościnnie do starego komputera, który tylko chwilowo działa. Nacieszyłam oczy wspaniałościami na Waszych blogach i mogę dalej żyć. Tak, tak...bo bez bloga to już zaczynałam wpadać w jakąś przepastną przepaść.Okazało się, że wygrałam Candy u Ani , bo tu każdy był wygrany. Cieszę się i zabieram się do szykowania paczuszki :)))
U mnie dzieje się, dzieje... Tworzę przede wszystkim kartki, bo jakoś tak okazje same się pchają. Dokumentuję, ale zdjęcia wrzucę dopiero... no właśnie - tego nie wiem.
Zostałam zaproszona do zabawy w "lubię" przez Grażynę.
Oto moje 10 x lubię :
1- robić kartki oczywiście,
2 - szyć na maszynie okazało się !
3 - słodycze czekoladowe wcinać pasjami,
4 - śpiewać,
5 - marudzić,
6 - na rowerze jechać i czuć wiatr we włosach,
7 - dźwięki gitary wieczorową porą,
8 - spacery po lesie,
9 - chwile uwieczniać fotograficznie,
10 - spać.
Do zabawy zapraszam : Anię,Werę, Delfinę.
środa, 29 września 2010
sobota, 4 września 2010
Czasem słońce, czasem deszcz...
Jarmark był... Pogoda filmowa -"czasem słońce , czasem deszcz".Wokół mnie interesujący ludzie - literaci. Kapele regionalne przygrywały, a ja dokonałam sympatycznej wymianki z Anią w kroplach deszczu. Oto zakładeczka i notesik :
czwartek, 2 września 2010
Groszek pachnący
Lubię szyć... Właściwie nie wiem jak to się zaczęło z tym szyciem i kto mnie tego nauczył.
Gdy byłam mała moja mama zawsze szyła dla mnie sukienki na lato. A potem pewnego dnia ja usiadłam przy maszynie i już prawie wszystko wiedziałam. Potem ja szyłam sukienki dla swojej córki, gdy ona była mała. Teraz to moje szycie odbywa się zawsze przy okazji.
Zatem uszyłam hamaczek - leżaczek dla szczurki, a przy okazji kilka kartek, a na koniec "Mój Ślubny" przyniósł mi groszek pachnący. Właśnie tego mi było trzeba najbardziej... Choć On tak za bardzo romantykiem nie jest.
Gdy byłam mała moja mama zawsze szyła dla mnie sukienki na lato. A potem pewnego dnia ja usiadłam przy maszynie i już prawie wszystko wiedziałam. Potem ja szyłam sukienki dla swojej córki, gdy ona była mała. Teraz to moje szycie odbywa się zawsze przy okazji.
Zatem uszyłam hamaczek - leżaczek dla szczurki, a przy okazji kilka kartek, a na koniec "Mój Ślubny" przyniósł mi groszek pachnący. Właśnie tego mi było trzeba najbardziej... Choć On tak za bardzo romantykiem nie jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




