niedziela, 28 listopada 2010

Nadchodzą święta

Lubię patrzeć przez okno, gdy pada śnieg. I pada, i pada, i robi się coraz bardziej biało.
Przychodzą wtedy dobre myśli, a na świecie robi się bajkowo. I aż chce się zrobić coś dobrego...
A u mnie na parapecie zakwitł kaktus bożonarodzeniowy ( Schlumbergera ). I czuję już prawdziwie, że nadchodzą święta.






czwartek, 25 listopada 2010

Znowu świątecznie

Kartki się tworzą...klimatyczne ? Nie wiem, ale się tworzą różne. W jedne wkładam więcej serca, w inne trochę mniej, ale zawsze.




wtorek, 23 listopada 2010

Nareszcie koniec

To była najbardziej " zwariowana" wymianka, w jakiej brałam udział .
Najpierw przez dwa tygodnie nie miałam kontaktu z tzw. osobą  zainteresowaną, a potem po przeprosinach też zero kontaktu, tylko oczekiwanie, lecz nie wiadomo właściwie na co. 
Prezent jednak dotarł, więc można by rzec, że wymianka w miarę udana i zakończona. Oto co dostałam od Kasi :



A oto ,co  ja wytworzyłam w iście jarmarkowych kolorach i wysłałam w ramach tejże wymiany :

środa, 17 listopada 2010

Zielony sznurek

Dziś popatrzyłam sobie na Wasze blogi i widzę ,że nie marnujecie czasu.
Czas... ... ... skąd go brać ?
Odzyskałam całkiem niedawno wenę twórczą i robię kartki. W całym domu ,wszędzie  kartki:  tu i tam... W przerwie między klejeniem papierków udało mi się zrobić kolejną bransoletkę.Zielony sznurek leżał już dość długo zanim  doczekał  się takiego zakończenia.




wtorek, 9 listopada 2010

Wszystko i nic

Znów świątecznie... Przedstawiam Wam dwie karteczki i zmykam do pracy .Ostatnio chciałabym zrobić wszystko, a wychodzi - nic. Mam nadzieję, że wena twórcza jeszcze tak całkowicie  mnie nie opuściła.


czwartek, 4 listopada 2010

Coś świątecznego

Robota idzie mi wolno, bo cierpię na chroniczny brak czasu.
A gdy w końcu się rozłożę w pokoju z moimi klamotami, to za chwilę muszę już sprzątać.
Ale powoli już robi się świątecznie.





Aby  nie zagubić się w tej  czasoprzestrzeni wstaję rano i się mobilizuję . Dzieci - do szkoły, a ja szybciutko :
pies,
zakupy,
gotowanie,
sprzątanie,
prasowanie,
a w głowie myśli tysiące... po to, by gdzieś około godz. 11.30 przysiąść wśród papierów kolorowych.
Niestety tylko do 14.00, bo wtedy dziecki już wracają.
Te dwie godziny wyrwane w ciągu dnia " to wciąż za mało moje serce, żeby żyć ". Ale zawsze to coś !