Zima w tym roku przyszła dość szybko, podobnie jak rok temu. Chyba sprawdza, czy już jesteśmy na nią gotowi. Siedzę w zaciszu domowym, bo z kończyną po operacji to nie mam zbyt dużego wyboru, choć chciałabym już hasać i w pełni uczestniczyć w życiu kulturalno-towarzyskim. Tymczasem pozostaje mi rozkoszować się widokiem ogrodu przykrytego białą, puchową kołdrą. Powiesiłam na drzewie nowy karmnik dla ptaków i tylko patrzeć jak będą przylatywały do tej zimowej stołówki. W pokoju na parapecie zakwitł już kaktus grudniowy i fruwają dwa motyle, które tu znalazły swój azyl.
sobota, 23 listopada 2024
Zaczarować zimę
wtorek, 2 lipca 2024
Historia z lisem
Drodzy ! Dziś znów będzie tekst z niewybrednej serii: "Kiedy przeprowadziliśmy się na wieś..."
Zatem... kiedy przeprowadziliśmy się na wieś zachwycałam się każdym źdźbłem trawy, każdym kwiatuszkiem, dziko rosnącym zielem, powiewem wiatru, cieniem drzewa, spadającym liściem itp.
Dziś też się zachwycam, lecz wydaje mi się, że zdążyłam już nieco poznać te przeróżne zależności natury, zwyczaje zwierząt i roślin. Sądziłam, że już nic mnie nie zaskoczy, a jednak !
Gdy pewnego ranka wyszłam do ogrodu zobaczyłam coś dziwnego na grządce warzywnej. Pomiędzy wyrastającymi młodymi siewkami dostrzegłam coś, co przypominało bulwę młodego ziemniaka. Wokół była rozgrzebana ziemia, jakby ktoś chciał go tam zakopać albo odkopać. Trochę się zdziwiłam: dlaczego ziemniak nie wypuścił pędów ? Gdy dotknęłam go ręką okazało się, że to nie ziemniak, a ubrudzone ziemią kurze jajo ! Pytanie: skąd się wzięło na grządce ?
Pierwsza myśl, która zaświtała w mojej głowie była taka, że to sprawka lisa, bo chyba tylko lis mógłby przenieść jajko nie uszkadzając go ? Dlaczego postanowił zakopać je w ogrodzie ? Może nie miał czasu, może coś go spłoszyło i musiał uciekać ? Zagadka pozostanie zagadką, a jajko... cóż ? Już go nie ma. Nasza suczka Samba szybko się nim zajęła. Przeniosła jajo na trawę i zjadła jak najpyszniejszy, unikatowy przysmak.
Dlaczego moje pierwsze podejrzenie padło na lisa ? Otóż od pewnego czasu lis odwiedza nas coraz częściej i podchodzi coraz bliżej. Jednej nocy usłyszeliśmy hałas i stukot na tarasie, jakby spadło coś ciężkiego. Gdy mąż poszedł sprawdzić co się stało zobaczył małego liska pod fotelem. Okazało się, że młody lisek wybrał sobie na żerowanie taras, na którym spotkał naszą kotkę Lukę i wspólnie narobili rumoru. W tym czasie zobaczyłam z okna, że dorosły lis krążył za ogrodzeniem.
Co noc lis pojawia się w pobliżu domu. Za każdym razem Samba informuje nas o tym, głośno szczekając i domagając się natychmiastowego wyjścia na zewnątrz. Po przeanalizowaniu tych sytuacji doszłam do wniosku, że wszystkiemu winny jest kompostownik, na który wyrzucamy resztki pożywienia. Są to przede wszystkim obierki po owocach i warzywach, oraz fusy od herbaty czy kawy. Nie zdawałam sobie sprawy, że mogą to być zapachy przyciągające lisa, który jest nie tylko mięsożercą i drapieżnikiem, ale również żywi się pokarmem roślinnym i wszelkimi resztkami. Wiele razy widziałam porozrzucane resztki z kompostownika na trawniku w pobliżu ogrodzenia.
Na tarasie trzymamy małe wiaderko z podziurkowaną klapą - specjalne na wyrzucanie resztek. Ten zapach musiał doprowadzić lisa pod same drzwi. O częstych wizytach tego jegomościa powiadomiłam Powiatowego Lekarza Weterynarii. Wiaderko na tarasie zostało umyte i przetarte wodą z octem. Całe ogrodzenie i miejsca, którymi lis mógł przedostawać się na posesję spryskaliśmy octem, z dodatkiem papryczki chili. Te zapachy odstraszają lisy, ale nie są trwałe, więc takie zabiegi trzeba powtarzać.
Z kompostowania raczej nie zrezygnujemy, bo kompost jest cennym skarbem dla naszego ogrodu. Pomyślimy o jego zabezpieczeniu lub o zmianie na kompostownik zamykany z tworzywa sztucznego.
Kocham zwierzęta, lecz lis nie jest u nas mile widzianym gościem.
sobota, 23 marca 2024
Moje miejsce
Dziś, gdy rankiem spacerowałam przez nasz ogród dostrzegłam, że zrobiony kilka lat temu przez mojego męża wiklinowy płot ugina się pod ciężarem młodych pędów wierzby, które z niego wyrosły. Uznałam to za znak, że jestem tu już na tyle długo, że mogę powiedzieć, że jest to oswojone przeze mnie - moje miejsce.
Ile minęło lat ? Mieszkamy tu już 9 lat. Długo trwała moja adaptacja w nowym miejscu. Niektórzy potrafią powiedzieć, że zakochali się od razu w swoim nowym lokum. Można zakochać się w miejscu od pierwszego wejrzenia, ale uznać je za swoje - to wymaga czasu. Wiele razy wątpiłam czy to, co robię ma sens. Koleżanki w pracy dopytywały czy nie żałuję wyprowadzki z miasta. Za każdym razem z uśmiechem na twarzy odpowiadałam, że jestem zadowolona i szczęśliwa, ale w głębi duszy były wątpliwości. Gdyby człowiek ich nie miał, nie miałby czego rozważać, a życie toczyłoby się samo...
Gdy przeprowadziliśmy się na oddaloną od miasta wieś nie było łatwo. Musieliśmy zmierzyć się z wieloma problemami natury technicznej. Ogrodu wcale nie było, a stara chałupa wymagała gruntownego remontu. Teren wokół domu pokryty był zaniedbanym trawnikiem z dołkami i pagórkami. Przed domem stała stara studnia, z której wnętrza wyrastały gałęzie jakiegoś krzewu. Na posesji za domem mąż odkopał pod hałdą piasku znalezisko, składające się z dużej ilości puszek i szkła. Wszystko wymagało dużego nakładu pracy.
Po ponad roku mieszkania okazało się, że działka, którą zaczęliśmy już zagospodarowywać nie należała w całości do nas. Cały ogród urządziliśmy praktycznie na obcym terenie. Gdybyśmy wcześniej nie starali się o zezwolenie na rozbudowę domu, pewnie nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli. Granice działki przebiegały przez środek naszego ogrodu. Gdy otrzymaliśmy dokumenty ze starostwa poczuliśmy się tak, jakby ktoś wylał na nas kubeł zimnej wody. Kompletnie nie wiedzieliśmy co robić i od czego zacząć.
Potem nastąpiła cała batalia - począwszy od poszukiwań właściciela działki, a skończywszy na podpisaniu umowy u notariusza. Wszystko ułożyło się pomyślnie. Poznaliśmy osobiście dziedziczkę tego terenu, która wspólnie z nami dołożyła wszelkich starań, by grunty miały prawowitego właściciela. Starania te trwały nieco ponad rok i sporo było jeżdżenia do różnych instytucji, składania podań, wniosków, podpisów itp. Teraz jesteśmy właścicielami dwóch połączonych ze sobą działek, a co najważniejsze - nie musieliśmy burzyć powstającego ogrodu.
Ogród zaczął żyć własnym życiem, a ja dostrzegłam to właśnie teraz. Nie jestem pewna czy ogród nie jest dla mnie ważniejszy niż dom. Uważam go za dodatkowy pokój i zupełnie nie wyobrażam sobie domu bez ogrodu, a ogród bez domu - tak !
Czasem zaniedbuję nasz ogród, ale rośliny i tak wypuszczają nowe pędy i zachwycają kwieciem. On zawsze na mnie czeka. Latem spędzam w nim długie godziny...
Nasz dom z ogrodem otoczony jest lasem. Poznałam dobrze najbliższą okolicę, spacerując z psami i jeżdżąc na rowerze.
środa, 21 czerwca 2023
Susza - próba sił
Chciałoby się powiedzieć wiele, ale nie ma o czym. Najczęściej siedzę w kartkach i wdzięczna jestem, że ktoś tam ich potrzebuje, bo w ten sposób muszę zmobilizować się do tworzenia. Panujące upały odbierają mi siły wszelkie... Susza w ogrodzie okropna ! Czasem łapiemy chwile na rowerach, ale przy tej pogodzie nawet to nie jest łatwe do wykonania. Jeździmy po leśnych ścieżkach, nad rzekę i pobliskie jeziorko. Łazimy po lesie, zbieramy zioła. Ostatnio trafił się nam niecierpek drobnokwiatowy. Nazbierałyśmy go sporo i przywiozłyśmy do domu. Przyda się dla córki - na trądzik, a dla mnie na piękne włosy. Kocham naturę i las. Bardzo cenię sobie jej drogocenne dary. Oczywiście syrop z sosny - robi się !



























































