Jest taka dziewczyna, którą znam. Mówię o Niej "dziewczyna", bo tak lepiej brzmi ( ? ), choć ma już 45 lat. Życie nie szczędziło Jej zmartwień. Wychowała trzech synów. Wszyscy trzej są już dorośli. Najmłodszy urodził się z wieloma wadami i nie dawano Mu zbyt dużych szans na przeżycie. Mimo wszystko udało się i chłopak jest teraz w pełni samodzielny.
To dzięki Niej, która poświęciła się dla własnych dzieci i rodziny, zrezygnowała z dalszej nauki, pracy, robienia kariery. Cały czas była przy synu. Zjeździła z Nim całą Polskę po szpitalach. Pracowita - w wolnych chwilach dorabiała na sezonowym zbiorze owoców leśnych, by dzieciom niczego nie brakowało.
Społeczniczka - zaangażowana w działalność wiejskiego koła gospodyń.
Wrażliwa na krzywdę innych - zawsze wysłucha i doda wiary tym, którzy mają trudne chwile oraz osobiście pomoże.
Zawsze uśmiechnięta i chętna, by pomagać innym.
W pracy, którą podjęła po wielu latach - bardzo oddana. Stworzyła w swojej grupie zawodowej naprawdę zgrany zespół.
Na początku tego roku pożar strawił połowę domu, w którym mieszka. To były ciężkie chwile, a Ona nie potrafiła nawet przyjąć pomocy, którą wszyscy Jej ofiarowali. Przecież to Ona zawsze wszystkim pomaga, więc i w tym przypadku da radę. Nie chciała pomocy, wstydziła się tej słabości. Pomogliśmy, bo czuliśmy sercem, że tak trzeba.
Gdy zaczęły się kłopoty z najstarszym synem, który nie radzi sobie z trudami życia zmieniła się i trochę zmiękła - wie, że może na nas liczyć, bo dobro ma tę zaletę, że wraca do tych, co szczerze się nim dzielą.
Wiem, że lubi wędrówki po górskich szlakach. Dla tej dziewczyny "do zadań specjalnych" zrobiłam drobny upominek na urodziny, by nigdy się nie poddawała i pamiętała, że ma wielką moc i nie jest sama.












































