czwartek, 18 marca 2021
Wiosenne wianki prosto z lasu
środa, 23 września 2020
Siedem ogrodów i wiklina
Ludzkie życie jest jak wiklina. Ech ! Wiją się ścieżki poplątane i nie wiadomo dokąd nas zaprowadzą. Mąż mój od dawna interesował się wikliną, ale dopiero w tym roku zaczął wyplatać pierwsze koszyki i ozdoby.
W sierpniu trafiłam na kolejne warsztaty wyplatania i ... od razu wiedziałam, że to będzie to ! Jednak nie chciało mi się jechać. Dopiero co wróciłam z podróży...
- Jedź sam. Przecież to Twoja pasja. - powiedziałam do męża, ale On popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem i... pojechaliśmy razem !
Warsztaty odbywały się w gospodarstwie agroturystycznym "7 Ogrodów", znajdującym się we wsi Łowicz Wałecki w zachodniopomorskim. Rzeczywiście jest tam siedem ogrodów, a może nawet więcej !? Domki noclegowe są niezwykłe i przy każdym z nich znajduje się ogród. Jest "Dom Młynarza", "Dom Rybaka", "Wieża krawca", "Mieszkanie pilota", "Dom Myśliwego", "Wiatrak" i "Dom biesiadny".
Gospodarze są bardzo mili i mają nieograniczoną wyobraźnię. Organizują spotkania z ciekawymi ludźmi i warsztaty, a często nawet sami w nich uczestniczą. Rośliny w ogrodach rozrosły się i żyją swoim życiem, tworząc magiczne, trochę jakby zapomniane zakątki.
Nie robiłam zbyt dużo zdjęć, ponieważ w gospodarstwie cały czas wypoczywali letnicy, a ja czułam się dość niezręcznie, bo nie chciałam naruszać ich prywatnej przestrzeni. Dlatego zdjęcia robiłam ukradkiem.
środa, 27 maja 2020
Narodziny pasji
zamiłowaniem do rękodzielnictwa.
wspierał moje poczynania i przyglądał się im.
Pewnego pięknego, grudniowego dnia pojechaliśmy na spacer na dzikie bezdroża. Cudnie tam było... Mąż chciał sprawdzić jakie krzewy rosną na bagnistym terenie, tuż za Jego rodzinną wioską. Ha ! On już dobrze wiedział, co tam rośnie !
Mąż kroczył pewnie przede mną, a ja przemyślając każdy swój krok - daleko
za nim. W pewnym momencie poczułam, że bagno wciąga mnie do środka.
i nauczyłam się chodzić po bagiennym terenie.
Znajdowaliśmy się pośrodku podmokłej łąki, na której potężnie rozrośnięte krzewy wierzby tworzyły niezwykle atrakcyjny krajobraz.
Cudnie tam było !
Sama natura, nietknięta ludzką ręką - do czasu, kiedy my jej nie naruszyliśmy,
ale nie ma obawy. Pozostawiliśmy po sobie porządek.
Tak rozpoczęła się nasza przygoda z wikliną.
Gdy nadchodził weekend wyruszaliśmy nad pobliskie rzeki, rowy i tereny podmokłe, by pozyskać materiał plecionkarski.
Nawet gdy zaczął się czas pandemii wypuszczaliśmy się na łowy.
Kiedy ja szyłam swoją pierwszą torbę patchworkową,
mój mąż wyplatał pierwszy płotek z wikliny.
W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na wyjazd do Nowego Tomyśla
i uczestnictwo w warsztatach plecionkarskich.
Tam powstały nasze pierwsze koszyki z łuby.
Warsztaty odbywały się na terenie Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa,
gdzie mogliśmy z bliska dokładnie przyjrzeć się eksponatom.
Nawet ja uplotłam wianek koślawy i małą płotkę.
Okazało się, że do wyplatania z prawdziwej wikliny trzeba mieć dużą wprawę,
bo to wcale takie proste nie jest.
Na pierwszy rzut oka widać, którą rybę ja zrobiłam :)
zaczęłam więcej czasu spędzać na szeroko pojętym zajmowaniu się domem,
bo jak nie ja, to kto ogarnie tą całą resztę ?!







































































