Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiklina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiklina. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 marca 2021

Wiosenne wianki prosto z lasu

Odkąd przeprowadziliśmy się na wieś zaczęłam 
odkrywać swoją drugą naturę... a może nawet pierwszą ?
Polubiłam żyć w zgodzie z porami roku i korzystać z tego , co oferuje matka ziemia. 
Co to oznacza w praktyce ?

Pasjonuje mnie zbieranie ziół i odkrywanie nowych,
nieznanych dotąd roślin oraz sporządzanie nalewek, herbatek, 
powideł i syropów - to czas schyłku lata i początków jesieni.
Teraz, na przedwiośniu - kiedy na dworze jest jeszcze zimno i wiosna cały czas toczy walkę z zimą, wybieram się na polany
i grzęzawiska, by pozyskać młode pędy wierzby do wyplatania.
Potrzebuję tej łączności z naturą. 
Ostatnio zajęłam się wyplataniem wianków z pędów brzozy i derenia.
Trzymajcie się ciepło !!! Do wiosny już niedaleko !!!









środa, 23 września 2020

Siedem ogrodów i wiklina

 Ludzkie życie jest jak wiklina. Ech ! Wiją się ścieżki poplątane i nie wiadomo dokąd nas zaprowadzą. Mąż mój od dawna interesował się wikliną, ale dopiero w tym roku zaczął wyplatać pierwsze koszyki i ozdoby.

W sierpniu trafiłam na kolejne warsztaty wyplatania i ... od razu wiedziałam, że to będzie to ! Jednak nie chciało mi się jechać. Dopiero co wróciłam z podróży... 

- Jedź sam. Przecież to Twoja pasja. - powiedziałam do męża, ale On popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem i... pojechaliśmy razem !

Warsztaty odbywały się w gospodarstwie agroturystycznym "7 Ogrodów", znajdującym się we wsi Łowicz Wałecki w zachodniopomorskim. Rzeczywiście jest tam siedem ogrodów, a może nawet więcej !? Domki noclegowe są niezwykłe i przy każdym z nich znajduje się ogród. Jest "Dom Młynarza", "Dom Rybaka", "Wieża krawca", "Mieszkanie pilota", "Dom Myśliwego", "Wiatrak" i "Dom biesiadny".

Gospodarze są bardzo mili i mają nieograniczoną wyobraźnię. Organizują spotkania z ciekawymi ludźmi i warsztaty, a często nawet sami w nich uczestniczą. Rośliny w ogrodach rozrosły się i żyją swoim życiem, tworząc magiczne, trochę jakby zapomniane zakątki.

 Nie robiłam zbyt dużo zdjęć, ponieważ w gospodarstwie cały czas wypoczywali letnicy, a ja czułam się dość niezręcznie, bo nie chciałam naruszać ich prywatnej przestrzeni. Dlatego zdjęcia robiłam ukradkiem.


















Dziś już mogę Wam powiedzieć, że nie żałuję, iż pojechałam na te warsztaty. Miejsce - niezwykłe, a i prowadzący, pan Andrzej swoimi opowieściami potrafił rozruszać i rozbawić całą grupę kursantów.
 Od razu można było poznać, że mamy do czynienia z człowiekiem z pasją, a wtedy dusza się raduje i... zupełnie inaczej się wyplata.





Rarytasem do posmakowania były śliwki - prosto z drzewa !




Dla wytrwałych była wyjątkowa nagroda: mogli pod okiem instruktora zrobić takie - oto wiklinowe kwiatki.




środa, 27 maja 2020

Narodziny pasji

Zwlekałam i zwlekałam z napisaniem tego posta.
Dziś postanowiłam, że nie ma na co czekać, bo czasy są trudne
i jutra może nie być... ech ! Co ja gadam ?!
W każdym bądź razie: carpe diem !

Od zawsze wiedziałam, że muszę robić coś, co mnie
pociąga, zachwyca, sprawia radość i daje poczucie szczęścia.
To pasja, a właściwie chyba wiele pasji, które łączą się ze sobą
i przeplatają. W moim przypadku można byłoby to nazwać: 
zamiłowaniem do rękodzielnictwa.
 Oprócz obowiązków domowych zawsze znajdowałam czas 
na moje kartki, szycie, decoupage i twórczość przeróżną.
Natomiast mój mąż zawsze twardo stąpał po ziemi, 
wspierał moje poczynania i przyglądał się im.
Wiedziałam, że mogę sobie pozwolić na zaszycie się 
w pracowni - czasem na długie godziny, bo On ogarniał całą resztę - do czasu.
Po wielu latach i On znalazł coś, co Go wciągnęło.

Przez ostatnie dwa lata zbierał informacje, kupował książki, czytał... 
Pewnego pięknego, grudniowego dnia pojechaliśmy na spacer na dzikie bezdroża. Cudnie tam było... Mąż chciał sprawdzić jakie krzewy rosną na bagnistym terenie, tuż za Jego rodzinną wioską. Ha ! On już dobrze wiedział, co tam rośnie !
Ubrani w kalosze brodziliśmy przez grzęzawisko, by dotrzeć na miejsce. 
Mąż kroczył pewnie przede mną, a ja przemyślając każdy swój krok - daleko 
za nim. W pewnym momencie poczułam, że bagno wciąga mnie do środka.
 Gdy moja noga zaczęła wpadać coraz głębiej i głębiej w podziemną otchłań, wystraszona zaczęłam krzyczeć.
Cudem udało mi się powstrzymać ten proces. Później byłam już ostrożniejsza 
i nauczyłam się chodzić po bagiennym terenie.

Znajdowaliśmy się  pośrodku  podmokłej łąki, na której potężnie rozrośnięte krzewy wierzby tworzyły niezwykle atrakcyjny krajobraz.
Cudnie tam było !
 Sama natura, nietknięta ludzką ręką - do czasu, kiedy my jej nie naruszyliśmy, 
ale nie ma obawy. Pozostawiliśmy po sobie porządek.













Tak rozpoczęła się nasza przygoda z wikliną.
Gdy nadchodził weekend wyruszaliśmy nad pobliskie rzeki, rowy  i tereny podmokłe, by pozyskać materiał plecionkarski.
Nawet gdy zaczął się czas pandemii wypuszczaliśmy się na łowy.
Kiedy ja szyłam swoją pierwszą torbę patchworkową,
mój mąż wyplatał pierwszy płotek z wikliny.





 W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na wyjazd do Nowego Tomyśla 
i uczestnictwo w warsztatach plecionkarskich. 
Tam powstały nasze pierwsze koszyki z łuby.







Warsztaty odbywały się na terenie Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa, 
gdzie mogliśmy z bliska dokładnie przyjrzeć się eksponatom.











Po warsztatach w mężowskiej pracowni pod niebem powstały kolejno: płotki ogrodowe, koszyki, doniczki, ozdoby.












Nawet ja uplotłam wianek koślawy i małą płotkę.
Okazało się, że do wyplatania z prawdziwej wikliny trzeba mieć dużą wprawę, 
bo to wcale takie proste nie jest.




Na pierwszy rzut oka widać, którą rybę ja zrobiłam :)




Widząc zapał mojego męża do plecionkarstwa,
zaczęłam więcej czasu spędzać na szeroko pojętym zajmowaniu się domem, 
bo jak nie ja, to kto ogarnie tą całą resztę ?!