Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje miasto. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 października 2018

Moje miasto wrześniowe

Jak wiecie, kocham moje miasto, ale trzy lata mieszkania na wsi
spowodowały, że tęsknota za nim jest już znacznie mniejsza.
Czasu nie ma zbyt wiele, by usiąść spokojnie w parku na ławce,
podumać, rozejrzeć się.
Zdarzają się tylko takie chwile i pozostają wspomnienia... mój Koszalin.

Fontanna w Parku Książąt Pomorskich.



Ulica Zwycięstwa.










Ulica Połtawska


 Ulica Batalionów Chłopskich


Ratusz Miejski



Okazja, by pospacerować trafia się teraz niezwykle rzadko.
Miasto w ostatnim czasie bardzo się zmieniło i nie należy
już do mnie, ale chyba już zawsze będę je nazywać moim miastem.

  Nie jest to już tak samo jak kiedyś. To nie są te same ulice,
które pamiętam z lat młodości. Mnie tam nie ma.
Wspomnienia noszę w sercu, ale związane są one z ludźmi.
To przyjaźnie, fascynacje, miłości, i rozstania...




" To miasto mam ciągle w swym sercu,
bo żyję tu od wielu lat.
Z tym miastem już zrosłem się przecież
i kocham je jak brata brat."
                        / fragment tekstu piosenki o Koszalinie/


piątek, 17 sierpnia 2018

Moja mała ojczyzna

Czy można w sierpniu napisać o maju ?
Długo zbierałam się z tym pisaniem i stwierdziłam, że teraz
będzie ten właściwy moment, bo o patriotyzmie można pisać zawsze.

Maj to taki miesiąc, w którym pamiętamy o ważnych
dla nas Polaków wydarzeniach, a dla mnie w tym roku szczególny.
Po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć
w obchodach Dnia Pioniera w Koszalinie,
a to wszystko przez moją mamę...

5 maja, w pochmurny dzień przyjechałam do miasta po zakupy 
i do mamy na kawkę.
Okazało się, że mama wybiera się na uroczystości pod pomnik
"Byliśmy - Jesteśmy- Będziemy".
Zaczął padać deszcz, więc podwiozłam mamę samochodem
w okolice amfiteatru i tak już zostałam - właściwie z ciekawości.
Nie żałuję.

Uroczystości właśnie się rozpoczynały. Przy pomniku wartę honorową pełnili żołnierze. Najpierw zabrzmiały dźwięki Mazurka Dąbrowskiego. 
Przeszedł mnie dreszcz. Stałam na baczność, zupełnie nieruchomo.
Szybko zrozumiałam, że to doniosła chwila i nie ma żartów.
Następnie kilka słów wygłosił Prezydent Miasta, a po nim prezes Klubu Pioniera 
w Koszalinie oraz przedstawiciel władz miasta Gniezna. Pod pomnikiem zebrało się około czterdzieści osób. Pomimo deszczu wszyscy stali zasłuchani... 
Niektórzy robili zdjęcia.

O wielu rzeczach do tej pory nie wiedziałam.
Na przykład tego, że w 1945 roku do Koszalina przyjechała
500-osobowa grupa ludzi z Gniezna, którzy pomagali
w odbudowie oraz w tworzeniu Zarządu Miasta.

Moja mama przyjechała do Koszalina również w 1945 roku
jako mała, pięcioletnia dziewczynka i sporo pamięta z tamtego okresu.
Miasto było bardzo zniszczone. Około 40% zabudowy uległo zburzeniu. Przybywających osadników witały gruzy i ruiny domów.
Początkowo mama z rodzicami zamieszkała w budynku obecnej Szkoły Podstawowej nr 2.
Wiele rodzin zakwaterowano właśnie w tej szkole.
Potem były przydziały na mieszkania, a niektórzy sami szukali dla siebie lokum.
Pod koniec roku 1945 w mieście działało już 10 sklepów,
a rzemieślnicy otworzyli ponad 100 zakładów. Uruchomiono browar, Zakład Przeróbki Konopi, Fabrykę Mydła "Elerta" i Fabrykę Konserw Rybnych "Tytan".
Działalność rozpoczęły trzy szkoły podstawowe, gimnazjum handlowe i gimnazjum ogólnokształcące. Powstało kino "Polonia", Muzeum Miejskie oraz zaczęły
ukazywać się "Wiadomości Koszalińskie".
W 1947 roku miasto opuściły wojska radzieckie oraz zakończono przesiedlanie ludności niemieckiej na zachód.

Mama z rodzicami zamieszkała w podmiejskiej wsi Sarzyno.
Obecnie jest to dzielnica miasta. Pamiętam z dzieciństwa,
jak dziadek zabierał mnie na przechadzki do Sarzyna,
by odwiedzić znajomych z dawnych lat. 


Później dziadek znalazł mieszkanie w kamienicy, niedaleko centrum. Stamtąd bliżej już było do szkoły, pracy i sklepów. I tak zostali, i mieszkali tam przez długie lata.

Potem ja - jako dorosła kobieta przez dwadzieścia dwa lata mieszkałam w tym mieszkaniu z mężem, dziećmi, babcią i dziadkiem.
Obecnie, gdy tamtędy przejeżdżam samochodem, mówię zawsze: 
"nasza ulica."








Ten wiersz Wandy Chotomskiej, który bardzo lubię, skojarzył mi się z tymi uroczystościami pod pomnikiem.


 "Preludium deszczowe"

Najpierw były plakaty na mieście,
sto pięćdziesiąt, a może i dwieście.
Na plakatach litery metrowe:
"Wielki koncert - Preludium Deszczowe"
Ludzie stali, plakaty czytali,
nie pytali, gdzie będzie ten koncert,
tylko biegli pod pomnik Chopina,
do Łazienek, gdzie wierzby płaczące.
Pół Warszawy pobiegło do parku,
więc ja także ruszyłam tą trasą,
a że każdy parasol miał w ręku,
więc ja także przyniosłam parasol.
Tak się właśnie to wszystko zaczęło-
był pan Chopin na swoim cokole,
a dokoła tłum ludzi ogromny
i wetknięte w ten tłum parasole
Fortepianu właściwie nie było.
Jeden pan nawet o to się czepiał,
ale dziecko, bo z dzieckiem przyszedł,
powiedziało, że widzi fortepian.
-Widzisz?
-Widzę, klawisze grają.
-Słyszysz?
-Słyszę, deszcz w liściach dzwoni
Pod wierzbami w Łazienkach Chopin
krople deszczu kołysze w dłoni.
Parasole zakryły niebo,
rozkwitają w jesiennym zmierzchu.
-Słyszysz?
-Słyszę Preludium Deszczowe.
-Widzisz?
-Widzę początek deszczu... 
                                                                   
                                                                   - Wanda Chotomska

piątek, 3 listopada 2017

Głodna książek

Dawno nie byłam w księgarni. Remont w mieszkaniu mojej mamy
tak bardzo mnie pochłonął, że nie było czasu na żadne inne sprawy.
Miałam jeden cel: zakończyć remont, i jedną drogę: z domu
do pracy lub z domu do mieszkania mamy ( to jakby dwie ).
Dni upływały szybko, że zanim się obejrzałam z niektórych drzew
spadły już wszystkie liście.
Gdy pewnego razu nie wzięłam ze sobą kluczy i musiałam poczekać
na mamę, pospacerowałam sobie po okolicy.
Zauważyłam jak wokół jest pięknie, jak słońce wspaniale bawi się kolorami i mruga do mnie zza drzew. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym
nie zrobiła kilku zdjęć w samym środku miasta, ale jednak z innej,
nieznanej mi dotąd strony.








Otwarty, odnowiony sklep z dewocjonaliami na rogu ulicy
zapraszał do środka.
Nie zastanawiając się przekroczyłam jego próg - jakby mnie pchała jakaś niewidzialna siła.
Swoje kroki skierowałam prosto do dwóch regałów z książkami
i od razu zaczęłam oglądać, dotykać i przewracać kartki książek.
Cieszyłam się tak, jakbym spotkała dawno niewidzianych przyjaciół.
Klęczałam przed regałem jak zahipnotyzowana i wiem,
że mogłabym tam ślęczeć cały dzień i całą noc - bez końca.
Nie wiedziałam którą książkę wybrać, więc kilka odłożyłam
na podłogę oraz na leżącą obok mnie torbę.
W końcu wybrałam jedną i uszczęśliwiona opuściłam sklep.



Patryk Świątek w książce pt. "Dotknij Boga"
opisuje swoją samotną podróż przez Polskę, w którą
wybrał się jedynie z plecakiem, bez pieniędzy i kart płatniczych.
Gdzie nocował i kogo poznał podczas podróży ?
Czy spotkał Boga ?
Tego dowiecie się, czytając książkę.
Lubię książki podróżnicze, bo są one zapisem autentycznych przeżyć
oraz dowodem na to, że jednak można...
Dopiero w domu przeczytałam, że Patryk Świątek jest współautorem bloga podróżniczego: Paragon z podróży.

Mimo, iż parę tygodni wcześniej zakupiłam kilka książek
w sklepie internetowym to mówię Wam: to nie to samo, co móc
samemu osobiście wybrać leżącą na półce książkę. Ona tam na ciebie czeka !

Myślałam, że w ten sposób zaspokoiłam mój głód książek,
ale okazało się, że jednak nie do końca.
Po kilku dniach ponownie skierowałam swe kroki do księgarni.
Tym razem była to duża księgarnia Empik, ale teraz
wiedziałam już czego szukam.
Kupiłam książkę naszej blogowej koleżanki - Kasi z bloga: Ograniczam się.
Książka nosi tytuł " Życie zero waste".
To swoistego rodzaju poradnik, który uczy jak żyć, by nie zanieczyszczać środowiska, a ja koniecznie chcę zbadać ten temat.



" Książki są jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera"
/ Monteskiusz /




czwartek, 30 czerwca 2016

Zakochana w Koszalinie

Ponownie zapraszam Was na spacer po Koszalinie.
Teraz, jako zamiejscowa troszkę inaczej patrzę na moje miasto, które na zawsze już pozostanie moim.
Jeśli podczas wakacji wybierzecie się na zachodnie wybrzeże do Mielna, Unieścia czy Sarbinowa - to znajdźcie też chwilę na przechadzkę po Koszalinie, bo to przysłowiowy "rzut beretem" od tych miejscowości, a naprawdę warto.

Jest w mieście piękna Katedra Niepokalanego Poczęcia NMP, a w niej neogotycki ołtarz z rzeźbionymi dębowymi figurami  z 1512 roku, wczesnogotycka chrzcielnica z XIII wieku i krzyż z nieistniejącej już kaplicy na Górze Chełmskiej. Tu też co roku odbywają się koncerty organowe.
Po wyjściu z katedry można usiąść na ławeczce na rynku staromiejskim przed ratuszem, zjeść lody, popatrzeć na tańczące fontanny i nakarmić gołębie. Karmiłam je słonecznikiem, będąc małą dziewczynką, a potem przyprowadzałam na rynek swoje dzieci, by robiły to samo. Codziennie o godzinie 12 z ratusza płyną dźwięki hymnu Koszalina. Gdy jestem w pobliżu - od razu śpiewam.







A dalej dokąd ? - Może do parku, bo blisko.W drodze do parku mijamy budynek muzeum, który dawniej był Pałacem Młynarza, wybudowanym przy wodnym młynie. Latem, na dziedzińcu muzeum odbywa się Jarmark Jamneński,na którym rękodzielnicy wystawiają swoje prace. W tym roku odbędzie się on 3.07. i 14.08.2016, .
Na terenie muzeum znajduje się skansen, składający się z chaty rybackiej z 1869 roku, warsztatu szewca oraz zrekonstruowanej stodoły z kuźnią. Warto to zobaczyć ! Tu też znajduje się Gospoda Jamneńska, restauracja, w której można zjeść smacznie i w przyjemnym otoczeniu.

Nareszcie jesteśmy w Parku Książąt Pomorskich. Park zajmuje pokaźną powierzchnię 6,70 ha i można w nim nacieszyć oczy widokiem różnych odcieni zieleni. To przyjemna oaza spokoju w środku miasta. Przez park przepływa rzeczka Dzierżęcinka oraz znajduje się duży Staw Zamkowy z pływającą fontanną i wyspą dla łabędzi. Stara Promenada, przebiegająca wzdłuż murów miejskich pochodzi z 1817 roku. Tu też można zobaczyć pozostałości tych dawnych murów.
Stąd niedaleko już do Amfiteatru im. Ignacego Paderewskiego, wybudowanego w 1973 roku, pod którego dachem odbywają się różne koncerty i imprezy. W stały repertuar wpisał się letni Festiwal Chórów Polonijnych, Festiwal Kabaretów, tzw. kabareton oraz wrześniowy koncert TKK MAX dla mieszkańców Koszalina.

W parku występuje wiele gatunków drzew i krzewów, niektóre obcego pochodzenia, a inne bardzo stare, a 16 z nich to pomniki przyrody. Tu też można spotkać młode pary, które przychodzą na ślubną sesję fotograficzną - tak jak kiedyś my.


Wychodząc z parku można zobaczyć ciekawy obiekt architektoniczny - to budynek Filharmonii Koszalińskiej.


I czyż nie jest wyjątkowe to moje miasto ?