Zwyczajny dzień. Wstaję rano, przeciągam się, idę do łazienki... potem do kuchni.
Nastawiam czajnik na herbatę. Włączam telewizor - niech gra... by zagłuszyć ciszę.
Znów idę do łazienki, potem do pokoju. Ubieram się.
Krążę po domu, wykonując sto różnych czynności.
W głowie szybko układam plan dnia: muszę pojechać do miasta,
wysłać list, zrobić zakupy, odwiedzić mamę, zajrzeć do Centrum Kultury, pojechać na cmentarz, itp. itd. Czasu mało... Przemyśleń wiele. Życie !
Dlaczego tak ?
Czasem wydaje mi się, że czas tak szybko umyka,
że nie zdążę wszystkiego zrobić i … po co w ogóle to wszystko ?
Po co się spieszyć ?
Gdzie w tym wszystkim ja ???
O losie ! Dopadło mnie ! Chandra, melancholia i nie wiem co jeszcze ... Teraz muszę się z tego wyrwać, ale jak ?
Wyjść na ulicę, rozejrzeć się, uśmiech wystawić do świata... wiem. Muszę wnieść coś dobrego do życia ! Muszę … chociażby dlatego, że tu jestem i teraz
jest mój czas.
jest mój czas.
Właściwie chciałam opowiedzieć o smutku i pokazać stroiki świąteczne, które zrobiłam na groby bliskich... a wyszło jak wyszło.




















































