Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 kwietnia 2025

Wielkie sprzątanie

 Ostatnio pisałam o tym, że dojrzałam, by wreszcie zrobić gruntowny przegląd szafy. Właściwie to wiele razy zabierałam się za to, ale  nigdy nie byłam na tyle zdeterminowana, by sprawę doprowadzić do końca... a rzeczy wciąż przybywało zamiast ubywać.

Skąd się to wszystko bierze ? A stąd, że kuszą nas nowe, piękne przedmioty w sklepach. Czasem też ulegamy nałogowi zbieractwa. To nie tylko ubrania, ale i przedmioty codziennego użytku: naczynia, kubki, filiżanki, koce, poduszki, pojemniki, butelki z filtrem i bez itd.

Dawniej moi rodzice i dziadkowie nie kupowali ciągle nowych rzeczy, bo nie było tak dużego wyboru towarów jaki jest obecnie. Dwa zestawy porcelany stołowej, kilka obrusów, jedna kapa na wersalkę - wystarczały im na całe życie. 

Teraz ciągle kupujemy, by mieć coś nowego, w zgodzie z trendami, a stare rzeczy wyrzucamy lub gromadzimy. W ten sposób zagracamy własną przestrzeń - tę zewnętrzną i tę wewnątrz nas, ale przede wszystkim zagracamy naszą planetę, bo wyrzucone rzeczy nie znikają tak po prostu. Odpady krążą po świecie i lądują w słabszych gospodarczo krajach, by tam dokonała się rozbiórka w sposób niebezpieczny dla zdrowia ludzi, którzy się tego podejmują. Inne -  lądują na dalekich plażach i w oceanie.

Czy wiecie, że :

Wiele odpadów w ogóle nie nadaje się do recyklingu, a poliester powstaje głównie z pochodnych ropy naftowej !? 

Globalnie przetwarzane jest tylko 10% plastiku !

Co 1 sekundę wytwarzane jest 12 ton plastiku, co daje 400 mln ton odpadów plastikowych rocznie.

Co 1 minutę produkowanych jest 190 tys. ubrań.

Co 1 godzinę powstaje 68.733 telefonów komórkowych.

Rocznie przybywa 50 mln ton odpadów elektronicznych.

Producenci stosują strategię maksymalizacji zysku i nie interesuje ich życie produktu po jego zużyciu. W rezultacie wciąż produkują więcej i więcej.

Do recyklingu nadaje się szkło, papier oraz opakowania metalowe i aluminiowe.

Dlaczego o tym wszystkim piszę ? - bo sama od lat mam problem z nadmiarem rzeczy.

Co może zrobić mały człowiek ? Może zacząć od siebie i własnej przestrzeni. Może świadomie dokonywać wyboru produktów i opakowań.


Jak to było u mnie ? Zadziałał impuls.

Zaczęło się tak: pewnego poranka wyjęłam z szafy długi kardigan, zarzuciłam go na ramiona i pojechałam do pracy. Wieczorem, gdy wychodziłam z pracy i chwyciłam za wieszak, na którym wisiał ujrzałam na jego tylnej części dziurę wielkości dużego jabłka. Wyobraźcie sobie jak mnie to zbulwersowało. Gdy wróciłam do domu postanowiłam niezwłocznie zrobić porządek w naszej wielkiej szafie, która znajdowała się w sieni.

Najpierw przejrzałam wszystkie ubrania. Okazało się, że wszystko z nimi w porządku, ale na półkach znalazłam sporo mysich odchodów. Drzwi naszej szafy były przesuwne i nigdy się nie domykały, co ułatwiło dostęp małemu gryzoniowi. Początkowo zamierzaliśmy wymienić tylko drzwi, ale skończyło się na zakupie nowej szafy i komody oraz zrobieniu wielkich porządków.

Gdy wyjęliśmy wszystko z szafy dopiero uświadomiliśmy sobie, że mamy za dużo rzeczy i wiele z nich jest niepotrzebnych. Poprzednią szafę zbudowaliśmy tak wielką, by mogła to wszystko pomieścić. Wszystko ładowaliśmy do niej i zapominaliśmy o tym, co mamy.

Gdy nadszedł czas porządków wiele rzeczy już nie wróciło z powrotem do nowej szafy. Część wyniosłam do szpitala - tam wszystko się przyda, a część ubrań i książek zaczęłam sprzedawać na Vinted.

Porządkowanie przestrzeni to proces, na który potrzeba czasu. Dobrze jest zacząć od tych rzeczy, do których nie czujemy sentymentu. Wtedy jest łatwiej. Zanim nastąpił incydent z myszką zaczęłam pozbywać się niektórych książek.

Układanie rzeczy w nowej szafie zaczęłam od uporządkowania ich w grupy i zaplanowania, gdzie będą ulokowane. Bez tego nie ruszyłabym dalej. U mnie były to takie grupy:


Nie wszystkie z tych rzeczy znalazły miejsce w sieni. Suszarki i lokówki dostały nowy pojemnik w łazience. Akcesoria turystyczne powędrowały do kufra na tarasie.

Następnym krokiem było zakupienie pojemników na drobiazgi. Nie zapełniłam jeszcze wszystkich pudełek i nie zdążyłam ich jeszcze podpisać, ale jest to dla mnie duży krok naprzód. 






" Czasem wystarczy przyprowadzić do ładu i lśniącej czystości powszednie rzeczy, aby dźwignąć się z rozterki, pokonać rozpacz i zwątpienie."
                                     / Maria Dąbrowska /


środa, 6 kwietnia 2016

Schodami w górę, schodami w dół

Zawsze podobały mi się drewniane schody wewnątrz domu. Sprawiają miłe wrażenie ciepła i przytulności oraz można sobie na nich posiedzieć. Cóż, nie wiedziałam, że też będę takie mieć. Jak się okazało schody drewniane w zakupionym przez nas domu już były, ale oczywiście wymagały przeróbek.


Stopnie, które wiodły na poddasze były dość strome, niewygodne oraz niebezpieczne, ponieważ u góry kończyły się tuż przy drzwiach balkonowych, a schodząc na dół - lądowało się prosto na ścianie. 




Postanowiliśmy to zmienić i zrobić "po swojemu". Łatwo nie było. Najpierw przeszukałam internet i dowiedziałam się jakie są rodzaje schodów, jakie powinny być ich wymiary, parametry, itd. Wydrukowałam kilka ważnych informacji, by czegoś nie przegapić i zabraliśmy się do roboty. O zakupie nowych schodów nie było mowy z powodu bardzo ograniczonych funduszy, więc postanowiliśmy przerobić te już istniejące. 
Ze znalezieniem miejsca też nie było łatwo, bo domek jest dość mały, a w salonie znajdują się trzy pary drzwi. Gdzie tu jeszcze umieścić schody ? 
Jedynym miejscem, które według nas nadawało się na schody była niewielka przestrzeń między aneksem kuchennym a wejściem do sypialni. Ale tam też była ściana ! 
Przeglądając strony w internecie natknęłam się na obrazek przedstawiający malutkie drzwiczki dla krasnoludków i wtedy przyszła mi do głowy myśl, aby przebić się przez ścianę do sypialni i zrobić tzw. schody łamane ze spocznikiem.
Najpierw mąż zrobił prototyp schodów z puszek , kartonów i stopni drewnianych. Wyliczyliśmy ile miejsca potrzebujemy na schody, by były o łagodnym spadku, a potem to już jakoś poszło.


 Musieliśmy zaprzyjaźnić się z miarą i poziomicą, bo bez tego 
ani rusz.


Powstające schody opieraliśmy o wolną ścianę, bo tak łatwiej było nam odmierzać odległości między kolejnymi stopniami, wiercić otwory i montować.




Schody już prawie gotowe. Otwory pozostałe po wcześniejszym mocowaniu stopni trzeba było wypełnić trocinami i masą szpachlową do drewna.



Druga część robót dotyczyła budowy spocznika, który miał być usytuowany w sypialni.
Zaczęliśmy od rysunków na ścianie, przy której miały przebiegać schody. Kolejną trudnością znów okazał się brak miejsca. Cztery stopnie w górę od spocznika musiały niestety być trochę strome, bo inaczej trzeba by było przebić się do łazienki, a tego chcieliśmy uniknąć.





Takie wspólne budowanie to duża lekcja pokory, tolerancji 
i kompromisów.
Pod spocznikiem zyskaliśmy miejsce na dosyć sporą szafę z drzwiami przesuwnymi. Mąż sam stworzył drzwi z desek boazeryjnych, bo nie znalazł w sklepach nic, co by nam pasowało. Szafa będzie pomalowana, ale to już temat na odrębną rozmowę.



Schody od strony salonu z prawej strony graniczą z drewnianym przepierzeniem, za którym znajduje się aneks kuchenny. Wszystko pomalowane szarą lakierobejcą i trochę pobielone. Gdy przyjeżdża do nas rodzina lub znajomi, zawsze jakieś dziecko siada sobie na schodach lub na spoczniku, a stamtąd widać cały salon.



Końca remontów jak na razie nie widać, wręcz przeciwnie - dopiero się rozkręcamy !



wtorek, 8 marca 2016

W ciemności, czyli z prądem nie ma żartów

Jest cudnie i wiosna już powoli odkrywa swoje piękno. Natomiast my znaleźliśmy się w dość dziwnej sytuacji - zawieszeni w czasie, zatrzymani w nicości.
Wieczorem, gdy wszyscy już wróciliśmy ze swoich codziennych zajęć, by odpocząć po całym dniu w ciepełku, z kubkiem gorącej herbaty i z kotem na kolanach,  nagle nastąpiło zwarcie 
w instalacji elektrycznej i wizja miłego wieczoru prysła wraz 
z ostatnim blaskiem żarówki.  
Mąż sprawdził gniazdka i bezpieczniki w świetle latarki, ale nie znalazł przyczyny. Siedzimy w całkowitych ciemnościach starego domu. Jest godzina 21.00 . Nie wiadomo o czym myśleć ? Powoli zapalam świece. Prądu wciąż nie ma... Po zgłoszeniu awarii okazuje się, że pogotowie energetyczne nie jest w stanie nam pomóc.  Czekamy na elektryka. Jest prawie noc - minuty dłużą się jak godziny...czekamy...


Kotka wywęszyła mysz w wąskiej szparze między ścianą a biblioteczką. Drapie, próbuje dostać się do niej łapką, mówi coś po "kociemu' i nie odpuszcza. Zaglądamy w szparę, świecąc latarką i rzeczywiście widzimy małe stworzonko zatrzymane w bezruchu...
Nasze koty: Berni i Kajtek wkraczają do akcji - i mysz zostaje złapana.
Zapalam kolejne świeczki i czekamy... czekamy... czekamy...... aż wreszcie przyjeżdża pan elektryk i pani elektryczka. Po rozgrzebaniu nowego ( dziś założonego ! ) licznika i części przewodów pada diagnoza - przepalone kable i brak tzw. " zera". Jestem w szoku !!!
Godzina 22.30 - dziś już prądu nie będzie. Myjemy się w resztkach ciepłej wody przy świetle świec i idziemy spać. 
Z trudem zasypiam.



Ranek wita nas mgłami. Mąż i syn pojechali do pracy i szkoły. Pustkowie i cisza. 
Po nakarmieniu zwierzyńca, sprawdzam czy w odłożonym na długi czas pudle gitary nie zalęgły się myszy. Gra muzyka !!! Tylko moje palce trochę zesztywniały z zimna.
Po godzinie 10.00 pojawiają się elektrycy. Mierzą przed domem ile będzie potrzeba przewodów i odjeżdżają po to, by za dwie godziny ponownie przyjechać i rozprawić się z prądem.
Pan elektryk mieszka 8 km od nas i jest pasjonatem swojej pracy. Przegląda każdy kabelek dokładnie, przekłada, dodaje bezpieczniki i diodę. A najważniejsze jest to, że przenosi licznik z domu do skrzynki przy drodze oraz odcina linię napowietrzną, której koniec znajduje się na samym środku naszego dachu. To właśnie tamtędy po maszcie ( sztycy ) kapała woda i wilgotniały przewody. 
Jest godzina 17.00 - nareszcie popłynął prąd !!! Możemy już czuć się bezpiecznie.
A miałam tyle planów na ten dzień - pranie, prasowanie - ech , nieważne ! Teraz szybko rozpalam w piecu, by zdążyć nagrzać przed nocą.
Pozdrawiam Was z mojego pustkowia !!!

środa, 16 grudnia 2015

Kiedy budzą się wspomnienia

Dopiero , gdy stary zegar zawisł na ścianie, poczułam się jak u siebie w domu, a mieszkam tu już pół roku. Dopiero teraz poczułam się bezpiecznie. Jakie to dziwne...
Uświadomiłam sobie, że kiedy chciałam się wyprowadzić z miasta, ciągle coś mnie w nim zatrzymywało. Bałam się, że opuszczę  mieszkanie w starej kamienicy, w którym tyle wspomnień... wesele rodziców w dużym pokoju, które znam tylko ze zdjęć,  przyjęcie po chrzcie świętym mojej młodszej siostry, potem wszystkie wigilie, choinka w rogu pokoju i babcia i dziadek, przyjęcia z okazji chrzcin i komunii moich dzieci, wszelkie remonty i ważne wydarzenia ... Bałam się, że to wszystko zniknie. Tłumaczyłam sobie, że mieszkanie to tylko mury, a wspomnienia zabiorę ze sobą. Mimo to nie było łatwo.
Po przeprowadzce było mi dziwnie. Lato spędziłam praktycznie na tarasie i w powstającym ogrodzie oraz spacerując z psami po lesie. Teraz , gdy nadeszła zima i więcej czasu spędzam  w domu, jakoś nie czułam tego nowego miejsca.
Dopiero wczoraj powiesiliśmy na ścianie stary, dziadkowy zegar - nie wiedziałam, że właśnie tego mi brakowało ! Dokopałam się też do starego barometru, który jest częścią moich wspomnień . Razem z zegarem tworzą nierozłączną parę.
Gdy mnie kiedyś ktoś zapytał : co zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę ? - zawsze odpowiadałam, że książkę i aparat fotograficzny. Teraz już wiem, że zabrałabym ze sobą jeszcze wspomnienia, w postaci może jakiegoś albumu czy zdjęcia lub jakiejś rzeczy, która należała do dziadka i będzie mi o czymś ważnym przypominać, o tym kim jestem i skąd pochodzę.



Do malutkiego okna w łazience udało mi się uszyć roletę rzymską. Dotąd okno zasłanialiśmy kawałkiem kartonu, a ja długo zastanawiałam się, co by tu pasowało. Długo też nie mogłam dobrać materiału. Po raz kolejny okazało się jednak, że najlepsze są proste rozwiązania. Wybór padł na zwyczajne białe płótno i starą, bawełnianą  koronkę, a w uszyciu pomógł mi tutorial Adeli, który polecam każdemu, kto chciałby  uszyć taką roletę.




Dodam tylko, że nie miałam gotowego mechanizmu do rolet. Mechanizm w postaci sznurka przewleczonego przez małe kółeczka wymyśliłam i zmontowałam sama i nie jest to wcale takie trudne, jakby się zdawało.
Roleta funkcjonuje bardzo dobrze - podciąga się i rozwija równiutko.


Dziękuję Wam bardzo za to, że do mnie zaglądacie i zostawiacie bogate w treści komentarze. Cieszę się z każdej wypowiedzi pod postem. Dzięki temu kontakt z Wami jest coraz lepszy i pełniejszy :))

czwartek, 30 lipca 2015

Nie patrzę już na deszcz - kuchenne rewolucje

Mieszkam - po prostu. 
Odnajduję siebie w nowym miejscu i pewnie to jeszcze potrwa. Pogoda w ostatnich dniach całkowicie popsuła mi szyki, więc w końcu zajęłam się domem, czyli układaniem, wyciąganiem różnych rzeczy z kartonowych pudeł i odnajdywaniem tego, czego wcześniej nie mogłam znaleźć.
Zaczęłam od uszycia zazdrostek do okna kuchennego, by nie patrzeć na ... deszcz. Użyłam różowej nitki, bo nie mogłam znaleźć białej.


Odświeżenia doczekał się stary babciny kredens, który ostatnie lata spędził w piwnicy jako przechowalnia słoików. Bardzo się cieszę, że jest teraz głównym meblem w mojej kuchni. Jest 
pojemny, a do tego przypomina mi moje dzieciństwo.







Psiaki są wszędzie tam, gdzie my. Oli znalazł sobie wygodne miejsce na zewnątrz, gdzie zaczyna się układanie tarasu.



A może herbatkę zieloną ?




" Dom mój ostatnio ledwo stał na nogach,
stół nawet przechylał się, 
kiedy jadłem obiad...''




sobota, 14 marca 2015

Opowieści o domu część druga - łazienka

Gdy znaleźliśmy już ten wymarzony dom i przebrnęliśmy przez wszystkie formalności urzędowe i notarialne, zaczęliśmy wielki remont, czyli dostosowywanie domu do naszych potrzeb.
Dość szybko okazało się, że jesteśmy wymagający, jeśli chodzi 
o dokładność i precyzję rozmieszczenia różnych instalacji oraz 
o nasze bezpieczeństwo.
Dom zarówno na zewnątrz jak i w środku wyglądał całkiem ładnie i wydawało nam się, że będzie wymagał niewielkiego remontu 
i drobnych poprawek. Jednak nie wiedzieliśmy jeszcze , jak bardzo się myliliśmy.
Każda rzecz, której mój mąż się dotknął okazywała się niebezpieczna, źle położona, nierówna, nieszczelna, przepuszczająca zimno, byle jaka  itp.
Tak więc łazienka, która początkowo nam się podobała, musiała zostać całkiem zniszczona i zbudowana na nowo. A dlaczego ? 
Dlatego,że podłoga była przegniła, muszla klozetowa pęknięta, a instalacje wodno-kanalizacyjne przekombinowane. I tak na początek prowizoryczną ściankę trzeba było wyburzyć i zbudować nową, a podłogę z płyt wiórowych usunąć i wylać posadzkę cementową.







Podczas, gdy mąż i syn zajęci byli remontem, psiaki bawiły się i zapoznawały nawzajem oraz rozsiadały się tam, gdzie było najwięcej roboty.






Powoli coś zaczęło się zmieniać...


W położeniu ogrzewania podłogowego i ja miałam swój udział.Razem z mężem układaliśmy zawijasy i mocowaliśmy rurki. Była przy tym niezła zabawa, bo kołki ciągle się wyginały, ale udało się nam zrobić to całkiem dobrze.


A w czasie wolnym, między wysychaniem zaprawy a układaniem glazury było grzybobranie.


Wspólnymi siłami wykonaliśmy stolik pod umywalkę. Początkowo
poszukiwaliśmy stylowej szafeczki, ale nie znaleźliśmy takiej, na której zmieściłaby się miska. Wykorzystaliśmy starą podstawę pod maszynę do szycia, znalezioną w garażu, a mozaikowy blat zrobił mój mąż, konsultując się ze mną telefonicznie.


O malowaniu tej części od maszyny pisałam już kiedyś tu.
Na moje pytanie : co to jest ?-  poprawnie odpowiedziała tylko Beata.  
Beatko - poleci do Ciebie nagroda - niespodzianka. Gratuluję !!!




Zanim pojawiło się lustro, w łazience wisiał karton 
w kształcie koła.



W związku z tym, że bardzo dawno nie mieliśmy do czynienia z tapetą, łatwo nie było, ale udało się wytapetować jedną ścianę, mimo niechęci i rezygnacji mego męża, który ciągle powtarzał, że ma dość tapetowania i że robi to ostatni raz.



Jeszcze sporo brakuje w tej łazience, ale jest to jedyne  pomieszczenie, w którym już można się poczuć jak w domu. 
W pozostałych panuje jeszcze nieład i straszą porozkładane farby, zaprawy i różne narzędzia.