Wydaje mi się, że już przywykłam do tego
krajobrazu za oknem, do tej ciszy, do drzew i pól,
które mnie otaczają, a jednak czasem...
trochę tęsknię...
za moją kuchnią i przytulnym pokojem z wielkim oknem
w starej kamienicy w mieście.
Dlaczego ? - bo u nas ciągle trwa remont,
który nie może się skończyć.
Nic nowego nie może się zdarzyć. Nic ! Nic artystycznego - oczywiście,
bo remont trwa... i trwa... i trwa... i trwa.
Chwilami trudno jest zebrać myśli,
a o tworzeniu nowych rzeczy to już w ogóle nie może być mowy.
Nie ma sensu dokładne sprzątanie, bo wiecznie się kurzy
ani też odnajdywanie drobiazgów, które być może nie będą mi już potrzebne.
To chyba z tej niemocy właśnie chwytam za pędzel
i daję nowe życie starym meblom.
Tym razem przyszedł czas na meblowanie łazienki.
Do tej pory stała w niej nowoczesna witrynka,
w której trzymaliśmy ręczniki i kosmetyki,
ale wiedzieliśmy, że jest to tylko stan przejściowy.
Witrynkę zamieniliśmy na zgrabną szafkę, którą pomalowałam
na kolor wenge.
Tu szafka przed malowaniem oraz po nałożeniu pierwszej warstwy,
gdy koniecznie musiały "przetestować" ją koty.
A tu - już na swoim miejscu - w łazience.
Do tego przemalowałam dawno już zakupiony drewniany
stojący regalik,
który przekształciliśmy na półkę wiszącą.
Tu regał - jeszcze przed malowaniem,
a tu - po:
Lustro też dostało nowy kolor, a jak wyglądało wcześniej
możecie zobaczyć - tu.
I tak cały czas zmieniamy nasz dom i końca tych zmian nie widać.
Cieszę się, że wreszcie powstaje mój pokój - jako ostatni,
ale cóż ? Najważniejsze, że jest już bliżej niż dalej.
Wcześniej czy później na pewno o tym napiszę.